Herbata z lekkim prądem
EAST NEWS/ Steve Meddle/REX Shutterstock
Autor Aleksy Kiełbasa - 10 Czerwca 2020

Kiedyś to było. Herbata z lekkim prądem przed meczem

W dzisiejszych czasach piłkarze są wspierani przez grono specjalistów. Kiedyś trzeba było sobie radzić inaczej. Herbatka z lekkim prądem, miód, a nawet witaminy dla kobiet w ciąży. Blokady zamiast prawidłowego leczenia, również były na początku na porządku dziennym. Dzisiejsi piłkarze naprawdę nie mogą na zbyt wiele narzekać.

Kilkadziesiąt lad temu intensywność grania w piłkę nie była na aż tak wysokim poziomie jak teraz. Piłkarze grali też rzadziej, ale czasem trzeba było wspomóc organizm. W tamtych czasach sztaby nie były tak rozbudowane. Piłkarze nie mieli wokół siebie specjalistów, którzy by na nich dmuchali i chuchali.

W rozmowie dla Przeglądu Sportowego, Leszek Ćmikiewicz medalista mistrzostw świata z drużyny Kazimierza Górskiego, opowiedział, jak suplementacja wyglądała w ich czasach.

– Na zgrupowaniach kadry doktor Janusz Garlicki dawał nam szwajcarskie pastylki. Szwajcarskie, rozumie pan, w tamtych czasach musiało zaimponować. „Zobaczycie, jak to was wzmocni, jak będziecie po tym zasuwać”. No to braliśmy i zasuwaliśmy. I gdy już uwierzyliśmy, że to nam daje takiego kopa, okazało się, że chodzi o zwykłe witaminy dla kobiet w ciąży. Wiara potrafi góry przenosić – mówi Ćmikiewicz.

DZISIAJ GRZEJE:

  1. Porażające osiągnięcie Roberta Lewandowskiego. Przebił samego Cristiano Ronaldo, aż trudno uwierzyć
  2. Pilnie zamykają muzeum w Polsce. Przypadek zakażenia
Robert Lewandowski pokazał swój samochód. To prawdziwa bestia warta miliony, mieć ją mogą jedynie nieliczniRobert Lewandowski pokazał swój samochód. To prawdziwa bestia warta miliony, mieć ją mogą jedynie nieliczniCzytaj dalej

O ciekawym przypadku opowiedział z kolei Janusz Cybis. W swej autobiografii „Idol” pisze, że miał problemy z napadami kolki. Więc piłkarz zgłosił się do cenionego wrocławskiego profesora Franciszka Wandokantego. Lekarz nakazał mu pić dwa razy dziennie jakąś dziwną i na dodatek źle smakującą substancję.

Sybis przyznał, że po dwóch miesiącach kuracji czuł się jak nowo narodzony i odzyskał doskonałą formę.

– Wiele lat później dowiedziałem się o czymś takim jak placebo – oznajmił legendarny piłkarz Śląska Wrocław.

Justyna Żyła pokazała swoją wielką posiadłość. Dostała ją po rozwodzie z Piotrem, teraz opływa w luksusach (FOTO)Justyna Żyła pokazała swoją wielką posiadłość. Dostała ją po rozwodzie z Piotrem, teraz opływa w luksusach (FOTO)Czytaj dalej

Herbatka z lekkim prądem i łezki

W 1961 roku reprezentacja Polski grała mecz na Stadionie Śląskim w Chorzewie z Danią i wygrała to spotkanie aż 5:0. W nocy spadł ciężki śnieg, którego nie dało się usunąć z płyty boiska. Piłkarze kadry po pierwszej połowie byli zziębnięci i roztrzęsieni. Postanowiono zatem, że rozwiążą problem w stary dobry sposób.

- Nie wiem, czy to wyszło od Ernesta Pohla, ale w szatni trener Koncewicz, widząc jak dygotamy z zimna, pozwolił nam rozgrzać się w dość niecodzienny sposób – opowiadał nam uczestnik tamtego spotkania Stanisław Oślizło.

Jak się okazało, w szatni była przygotowana herbata, natomiast zdecydowano się na dodanie do niej odrobiny alkoholu.

– Zrobiła się herbata z lekkim „prądem”, która nas rozgrzała. Wiem, że z perspektywy dzisiejszej piłki to niemożliwe, ale wtedy była to dobra metoda. Przecież nie mieliśmy zapasowych koszulek, spodenek, butów. No i pomogło, bo choć do przerwy było 2:0, to ostatecznie wygraliśmy 5:0 – wspomina Oślizło.

Inną niewyobrażalną dziś sytuację, przeżył Leszek Ćmikiewicz, gdy był piłkarzem Legii. Bolała go noga. Zgłosił się z tym do lekarza. Ten zaproponował mu tylko tak zwaną blokadę, czyli zastrzyk skierowany bezpośrednio w ognisko bólu, żeby złagodzić dolegliwość.

Lekarz nie miał jednak innego pomysłu. „Nie przejmuj się, puszczę ci cieniutką igłą „łezkę” i będzie dobrze”. Nazajutrz pyta, czy już lepiej. „Doktorze, dalej boli, nic nie ustępuje”. „No to pójdzie jeszcze jedna „łezka”, o tu, obok”. Trzeciego dnia piłkarz jest coraz bardziej zaniepokojony. „Doktorze, boli jak diabli, chyba nawet bardziej”. Na to lekarz odpowiedział „A idź w cholerę! Już nie mam do ciebie siły!”.

– Na tym pan doktor zakończył proces leczenia. Takie mieliśmy czasy –wspomina mistrz olimpijski i jeden z bohaterów pamiętnego meczu na Wembley w 1973.

W tamtych czasach brakowało specjalistów. Jak wspominają byli piłkarze, wtedy służba zdrowia nie miała pojęcia w jaki sposób radzić sobie z wyczynowymi sportowcami. Zamiast dbać o ich zdrowie, nierzadko poważnie je niszczyła. Dziś długotrwałe blokady, podanie alkoholu, czy miodu mającego wywołać efekt placebo, byłoby nie do przyjęcia. Kiedyś bywała to jedyna forma pomocy.

Źródło: Przegląd Sportowy

ZOBACZ TAKŻE:

  1. W środę Lidl będzie rozdawał słodowy trunek za darmo. Tylko pod jednym warunkiem
  2. Nowa rządowa aplikacja. Minister chce żeby zainstalował ją każdy Polak
  3. Robert Lewandowski w euforii. Kolejne dziecko przyjdzie na świat lada dzień, siostra przekazała radosną nowinę
  4. Dom Adama Małysza wygląda wprost nieziemsko. Szczęka opada na widok jego niesamowitej posiadłości wartej miliony
  5. Patogwiazda Fame MMA dodała nowe, półnagie zdjęcie. Komentarze są jednoznaczne, zdjęcie tylko dla dorosłych
  6. Wideo - Tragiczny wypadek. Kompletnie pijany kierowca z impetem wjechał w samochód z rodziną. Nastolatka walczy o życie

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj zestadionu.pl na: Google News