Legia Warszawa grała z KuPS
Autor Piotr Bernaciak - 1 Sierpień 2019

Dzisiejszy mecz Legii jednak zapisze się w historii. Jako najnudniejszy od lat

Legia Warszawa mierzyła się dziś z fińskim Kuopionem Palloseura w meczu rewanżowym II rundy eliminacji Ligi Europy. Legia podchodziła do spotkania z niewielką zaliczką, ale również z nadziejami na pokazanie lepszej gry.

Legia Warszawa liczyła na to, że uda się zaliczyć znacznie lepszy występ niż przed tygodniem, gdy Wojskowi grali z KuPS w Warszawie. Wówczas udało im się wygrać 1:0 po bramce Mateusza Wieteski w pierwszej połowie, ale grą nie zachwycili absolutnie nikogo. Sporo osób twierdziło, że Finowie mają szansę na odrobienie strat w rewanżu wobec tak słabej gry mistrzów Polski. 

Trener Aleksandar Vuković postawił na sprawdzone ustawienie w tym bardzo ważnym starciu. W porównaniu do meczu rozgrywanego tydzień temu szkoleniowiec dokonał tylko jednej zmiany. Mateusz Wieteska narzekał na delikatny ból, w związku z czym dziś od pierwszych minut zastąpił go William Remy. Niektórzy uważali to za ogromne osłabienie wicemistrzów Polski już przed początkiem spotkania.

Fiorentina chce przedłużyć kontrakt z Bartłomiejem DrągowskimFiorentina chce przedłużyć kontrakt z Bartłomiejem DrągowskimCzytaj dalej

Już od pierwszych minut gra toczyła się głównie w środku pola, a kibicom Legii przypomniał się pierwszy mecz z KuPS. Pierwsza sytuacja należała do gospodarzy. Po zagraniu Williama Remy'ego piłkę w rękawice nieoczekiwanie złapał Radosław Majecki, więc sędzia podyktował rzut wolny na linii pola karnego. Na szczęście dla reprezentantów naszego kraju w Lidze Europy nie było z tego żadnego zagrożenia dla Legii.

W 18. minucie pojawiła się kolejna świetna okazja dla piłkarzy Kuopionu. Po dograniu z prawej strony boiska Thiaw uderzył piłkę głową, choć dośrodkowanie było zbyt silne i nie udało mu się skierować go do siatki. To była naprawdę świetna sytuacja strzelecka, przy której warto zauważyć, że legioniści powinni się cieszyć, że strzał nie był celny. Krycie piłkarza gospodarzy było w tej sytuacji katastrofalne.

Legia Warszawa grała fatalnie

Jeżeli mielibyśmy wskazać zespół, który przeważał na początku spotkania, to należałoby uznać odrobinę lepszą grę Finów. Po kolejnym dośrodkowaniu z rzutu wolnego ponownie mogli oddać strzał na bramkę po akcji Diallo, ale sędzia dopatrzył się przewinienia i przerwał akcję gospodarzy. Kolejny raz udało im się wywołać strach w szeregach zawodników Legii, co warto odnotować.

Pierwszy celny strzał Legii padł dopiero w 35. minucie, co sporo mówi o grze wicemistrzów Polski w drugiej połowie. Wtedy na bramkę uderzył Sandro Kulenović, ale ze strzałem z dystansu poradził sobie Otso Virtanen. Chwilę później bardzo groźnej kontuzji mógł doznać William Remy, który skacząc do piłki został trącony do tego stopnia, że spadł na murawę głową w dół. Wszystko mogło zakończyć się tragedią, ale na szczęście zawodnik Legii zdołał zamortyzować ten strzał.

Tuż przed przerwą bardzo groźny, ale niecelny strzał z dystansu oddał Reuben Ayarna. To było podsumowanie gry obu drużyn w tym meczu. Gospodarze grali naprawdę nieźle i konstruowali kolejne akcje strzeleckie, a Legia skupiała się na defensywie i musiała odpierać ataki rywala. Kuopion miał kilka naprawdę groźnych sytuacji i mógł mieć nadzieję, że po przerwie uda się przełamać strzelecką niemoc.

Legia Warszawa kompromitowała się coraz bardziej

Tuż po wznowieniu gry świetną szansę miał Sandro Kulenović. Chorwat w sytuacji sam na sam uderzył w boczną siatkę, co wyglądało komicznie. Do śmiechu nie było jednak kibicom Legii, którzy wiedzieli, że jest to kolejna zmarnowana sytuacja w tym meczu. Tych z kolei nie było zbyt wiele, a więc należało w końcu przełamać swoją niemoc i wykorzystać jakąś szansę.

Po przerwie Legia tworzyła sobie odrobinę więcej szans, ale wciąż nie grała tak, jak chcieliby tego kibice. Legia znów udowodniła, że nie potrafi grać na wyjazdach w europejskich pucharach i wszystko zmierzało do kolejnego wyjazdowego remisu bez bramek. Było jednak jasne, że gospodarze przy takim wyniku w końcówce postawią na totalną ofensywę. Czekały nas ciekawe ostatnie minuty gry.

Emocje mogły zakończyć się już w 85. minucie, gdy Legia otrzymała rzut karny po zagraniu ręką w polu karnym. Do piłki podszedł Sandro Kulenović i posłał piłkę prosto w bramkarza, doprowadzając kibiców Legii do prawdziwego szału. Wydawało się, że lepszej szansy Legia mieć już nie będzie. Tuż przed zakończeniem KuPS dominował, ale nie udało się mu zmienić rezultatu dwumeczu.

Legia Warszawa zagrała beznadziejnie

Legia miała mnóstwo szczęścia. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Finowie trafili do siatki, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, co bardzo nie spodobało się kibicom Legii. Głośno wyrażali oni sowje niezadodolwnie i mieli do tego pełne prawo.

Następny artykuł