Łukasz Janik
pl.m.wikipedia.org/Kontrola/https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.pl/zmiana rozmiaru
Autor Aleksy Kiełbasa - 29 Lipca 2020

Polski pięściarz ma za sobą śmierć kliniczną. Mówi, że pobili go ci sami ludzie, co Igora Stachowiaka

Łukasz Janik był czołowym polskim pięściarzem zawodowym. Dwa razy udało mu się walczyć o pas mistrza świata wagi junior ciężkiej. Jednak gdy trafił w złe towarzystwo pojawiły się nieustanne imprezy z alkoholem, kokainą, seksem. Siedział w więzieniu, przeszedł śmierć kliniczną, ale pewnym momencie odnalazł ukojenie w wierze i jak sam mówi w obszernym wywiadzie dla Onetu Sport, swoją przemianę zawdzięcza Bogu.

Ostatni raz Łukasz Janik stanął w ringu 3 lata temu i przegrał z Adamem Balskim. Zaprzepaścił swoją szansę na wielką karierę. Alkohol, narkotyki, seks przy intensywnych treningach wykończyły jego organizm. Pieniądze uderzyły mu do głowy, a w już w wieku 18 lat miał dwa sklepy i zatrudniał swoją mamę, a przecież przyszło mu walczyć nawet w przesławnej Madison Square Garden. Teraz jest po operacji kolana, a to jego trzeci tak poważny zabieg w życiu. Jednak jak sam przyznaje w rozmowie z Onetem Sport, pragnie jeszcze zawalczyć. Może uda mu to się na początku przyszłego roku.

- Gdybym zatem wrócił na ring, to najwcześniej na początku przyszłego roku. Chciałbym jeszcze zawalczyć. Choćby po to, by pożegnać się z kibicami. Może zorganizuję walkę pokazową, bo cały czas trenuję. Fizycznie czuję się dobrze, a teraz dodatkowo umocniłem się psychicznie – mówi Janik w Onecie.

DZISIAJ GRZEJE:

  1. Adam Małysz w końcu przerwał milczenie. Smutne, chodzi o jego zdrowie
  2. Porażające informacje z Realu Madryt. Piłkarz jest zakażony, nie zagra w najważniejszym meczu
  3. Były nad wodą z dziećmi. Wezwano policję, skandal przechodzi ludzkie pojęcie

Przeszedł sepsę. Leżał we własnych wymiocinach. Był w śpiączce

W trakcie wywiadu Janik opowiada o swoim intensywnym trybie życia jaki w pewnym czasie prowadził. Jak sam mówi „Gdy trenowałem to na maksa, a gdy świętowałem po walce, to też się nie oszczędzałem”.

- To był listopad w 2015 roku. Pojechałem na przygotowania do Dublina. Za sobą miałem już dwa tygodnie treningów. To był intensywny czas. W poniedziałek rano przebiegłem 11 kilometrów w 45.30. Od razu po biegu była godzina pływania, a wieczorem dwugodzinny trening bokserski. Czułem się świetnie. Położyłem się spać, a w nocy dostałem wirusowego zapalenia jelit i płuc. Leżałem w swoich wymiocinach i zwijałem się z bólu, gdy znalazł mnie kolega nad ranem, który wrócił po nocnej zmianie. W szpitalu wyłem z bólu. Podobno strasznie się wydzierałem. W końcu straciłem przytomność i przestałem oddychać. Silny organizm nie dał jednak za wygraną, choć długo walczył, bo dwa tygodnie byłem w śpiączce - opowiada.

Głupota, imprezy, trening i organizm w ruinie

Łukasz Janik wpadł w złe towarzystwo. Od 2013 roku regularnie przyjmował narkotyki. Mówi, że to był trudny czas w jego życiu. Doprowadził do tego, że w przez połączenie katorżniczych treningów i stosowania używek uaktywniła mu się padaczka.

- Przepoczwarzałem się ze sportowca w melanżownika. Potrafiłem śrubować swoje osiągnięcia i dochodzić do wysokiej formy fizycznej, a potem szedłem w długą. Były niekończące się imprezy, na których dominował alkohol, kokaina i szybki seks. To rujnowało organizm, bo pomiędzy katowaniem go treningami i imprezami była niewielka przerwa. Nie oszczędzałem się i to się tak skończyło. Po tym, jak przeszedłem sepsę, zaczęła się u mnie uaktywniać padaczka – opowiada pięściarz.

Taki tryb życia prowadził przez 7 lat, do momentu doznania śmierci klinicznej.

Łukasz Janik przeżył śmierć kliniczną. Mówi, że pobiła go policja

Po wspomnianej walce z Adamem Balskim w 2017 roku, Łukasz Janik zachowywał się dziwnie. Był rozwścieczony, krzyczał i wyglądał na człowieka, który ma problemy psychiczne. Jak się okazało, było to pokłosie incydentu z ochraniaczem krocza.

- Miałem go tak założonego, że - powiem brzydko - jajka wystawały mi z boku. Kiedy Balski uderzył mnie poniżej pasa, to ten suspensor przygniótł mi jądro do kości. To był tak straszliwy ból, że w życiu takiego nie przeżyłem. Stąd były te nerwy i dziwne zachowanie – mówi 33-latek.

Po pojedynku doszło jednak do jeszcze bardziej traumatycznych zdarzeń. Janik przebywał w hotelu we Wrocławiu. Dostał ataku padaczki. Jak mówi w dla Onetu Sport, zamiast pogotowia przyjechała policja, która go pobiła. Później trafił do szpitala, gdzie przeszedł śmierć kliniczną, a lekarze mieli być w szoku, że pięściarz w ogóle żyje.

- Byłem akurat we Wrocławiu. W hotelu dostałem ataku padaczki. Zamiast pogotowia, przyjechała wówczas do mnie policja, która mnie skatowała. To była ta sama ekipa, która zatłukła Igor Stachowiaka. Po tym, co się wydarzyło, przez trzy dni byłem w śpiączce. Leżałem na oddziale intensywnej terapii, a obok mnie ludzie, którzy byli podtrzymywani przy życiu. Zacząłem wyszarpywać cewnik. Lekarze usłyszeli, że coś się dzieje i przybiegli. Spytali mnie: "To pan żyje?!". Byli w ciężkim szoku – opowiada Łukasz Janik.

Anna Lewandowska trzeci raz zostanie mamą? Jej słowa nie pozostawiają wątpliwości, wszystko już jasneAnna Lewandowska trzeci raz zostanie mamą? Jej słowa nie pozostawiają wątpliwości, wszystko już jasneCzytaj dalej

Śmierć zmieniła go w innego człowieka. Znalazł Pismo Święte na ulicy

Jak wyznaje Janik, moment śmierci klinicznej był dla niego kluczowy. Dało mu to wiele do zrozumienia i poczuł potrzeba poznania Boga.

- Po śmierci klinicznej, kiedy wróciłem do swojego ciała, miałem świadomość, że przeżyłem bardzo długą podróż, ale jednak wróciłem na ziemię. (…) W pewnym momencie przyznałem się przed swoją kobietą, że wstydzę się tego, że nie czytałem Pisma Świętego. Pamiętam jak dziś, gdy wahałem się, aby użyć słowa "wstydzę się", ale przełamałem się. Powiedziałem jej dokładnie tak: Wstydzę się, że mam 33 lata i nigdy nie czytałem Pisma Świętego, a przeczytałem tyle książek – mówi.

Dwukrotny pretendent walk o mistrzostwo świata opowiedział również niesamowitą historię o Piśmie Świętym, które znalazł.... na ulicy.

- (…) Następnego dnia znalazłem na ulicy... Pismo Święte. Przyciągnęło mnie do siebie na drugą stronę ulicy. Przez 100-200 metrów szedłem nie wiadomo gdzie. Pod przystankiem leżała broszura z Ewangelią świętego Mateusza i Pierwszy List do Koryntian – relacjonuje Janik w Onecie.

Przez 5 miesięcy w więzieniu studiował Pismo Święte

Łukasz Janik 23 października 2018 roku trafił do więzienia za nieodpracowanie godzin społecznych w związku z wypadkiem samochodowym sprzed 2 lat. Sąd skazał go na te prace, ponieważ wykryto u niego wówczas aktywny chemicznie składnik konopi indyjskich. To wówczas, przez 5 miesięcy, miał okazję intensywnie zapoznać się z Pismem Świętym.

- Studiowałem je przez pięć miesięcy i przeczytałem je sześć razy. Dwa razy zrobiłem streszczenie, przepisując słowo w słowo to, co mnie najbardziej urzekło. Czułem, jak przemieniam się z dnia na dzień. Moc Pisma Świętego naprawdę jest ogromna. W celi w zakładzie karnym w Barczewie siedziałem z trzema mordercami, a czytając Pismo Święte przestałem przeklinać. Zyskałem spokój wewnętrzny. Stałem się zupełnie innym człowiekiem. W sumie ta cała przemiana trwała u mnie dwa lata - od momentu, kiedy poczułem moc Ducha Świętego aż do chwili chrztu – wyznaje pięściarz.

Odsunął się od Kościoła Katolickiego. Został protestantem. Wziął chrzest

Łukasz Janik jasno określa swoją wiara. Jak przyznaje nie jest katolikiem, a ewangelistą-protestantem. Związał się z Kościołem Chrześcijańskim „Słowo Wiary”.

- Nie jestem katolikiem, a ewangelistą-protestantem. Kościół to nie gmach czy budowla, tylko ludzie w Chrystusie, wspólnota. Należę do ruchu zielonoświątkowego, do Kościoła Chrześcijańskiego "Słowo Wiary". Niedawno brałem chrzest. Wierzę bardzo w Pismo Święte, a tam jest napisane, że człowiek powinien wziąć chrzest dopiero jako dorosła świadoma osoba, deklarując tym samym, że odchodzi od życia dla spełniania swoich cielesnych zachcianek. Dla mnie Kościół to są ludzie w Chrystusie. Ci, których mam wokół siebie. Wszyscy żyjemy dokładnie tak, jak to jest napisane w Piśmie Świętym. Jesteśmy życzliwi dla innych, szczerzy i pomocni. Dla nas liczy się dobro i słowo, które ma nas łączyć i budować, a nie dzielić. Odrzuciłem zatem cały świat przyjemności cielesnych, bo to już nie jest dla mnie. Nie ma to dla mnie żadnej wartości w tym momencie – mówi

Łukasz Janik: W końcu jestem czystym człowiekiem

Pięściarz przyznaje, że jego życie nie było normalne, bo już w wieku 18 lat zatrudniał... swoją mamę.

- Byłem takim białym Murzynem. Kiedy miałem 18 lat, to już miałem dwa swoje sklepy. Jeden z butami firmowymi, a drugi mięsny. Zatrudniałem pracownicę i swoją mamę, a przecież byłem wtedy właściwie dzieckiem. (…) Miałem też chyba jedną z lepszych pensji w grupie Andrzeja Wasilewskiego. W pewnym momencie miałem tyle hajsu, że w głowie mi się poprzewracało. To było głupie i próżne życie - dodaje w Onecie.

Teraz ma być już zupełnie inaczej. Łukasz Janik zdradza, iż doznał oczyszczenia i czuje się innym człowiekiem.

- W końcu jestem czystym człowiekiem. Nie mam do czynienia z niczym, co jest złe. Spotykam się często - nawet kilka razy w tygodniu - z ludźmi z Kościoła "Słowo Wiary". Urządzamy sobie grille albo wspólne kolacje. Siedzimy, śpiewamy, wielbiąc Boga i rozmawiamy ze sobą. To jest coś niesamowitego, bo nikt nie wyciągnie nawet piwa ani nie zapali papierosa. Po prostu czerpiemy przyjemność ze wspólnie spędzonego czasu w Duchu Świętym, rozmów, śpiewania z braćmi i siostrami w Chrystusie – wyznaje Janik.

Źródło: Onet Sport

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Wszyscy mieli nadzieję na inny finał. Niestety, policja potwierdziła najczarniejszy scenariusz
  2. Przygotuj się, za zwykły list słono zapłacisz. Najnowsze informacje nie napawają optymizmem
  3. Polskie elektryczne auta przyszłości. Oto prototypy Izery
  4. Media podają porażające informacje. Nowe ognisko wirusa na stadionie w Polsce, na meczu było kilka tysięcy osób
  5. Ogromna tragedia w trakcie meczu piłkarskiego. Nie żyją dwie osoby, przekazano najgorsze informacje
  6. Anna Lewandowska trzeci raz zostanie mamą? Jej słowa nie pozostawiają wątpliwości, wszystko już jasne
  7. Zdjęcia - Polonez powróci na polskie drogi. Wygląda obłędnie. Jeden szczegół zaskakuje

Koniecznie obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek!

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj zestadionu.pl na: Google News