Stefan Hula
AFP/EAST NEWS
Autor Aleksy Kiełbasa - 3 Września 2020

Polski skoczek był skreślony przez kibiców i sam zwątpił w to co robi. Sięgnął jednak po ostatnie deski ratunku

Stefan Hula jest skoczkiem, który wielokrotnie musiał borykać się z tym, że kibice stawiali na nim krzyżyk. „Hula nigdy nie będzie wielkim skoczkiem”, „Eee, on się już nie nadaje”, można było usłyszeć z ust z polskich fanów. Jednak „Stefanek” kilkukrotnie udowodnił, iż stać go na nieco więcej. Choć okres poolimpijski, czyli ostatnie dwa sezony były dla niego wręcz fatalne, to nasz skoczek w rozmowie z portalem Onet Sport przyznał, że skoki znów go cieszą i jest gotowy sprawić jeszcze niejedną niespodziankę.

Stefan Hula w Pucharze Świata występuje regularnie od 2005 roku. Dotychczas jego najwyższym miejsce była 13 pozycja w klasyfikacji generalnej na koniec sezonu 2017/18, czyli sezonu olimpijskiego. Wszyscy doskonale pamiętamy, że miał on w trakcie Igrzysk Olimpijski w Pjongczang wielkie szanse na złoty medal po wspaniałym skoku w pierwszej serii na odległość 112 metrów, jednak farsa, która rozegrała się w trakcie drugiej serii spowodowała, że Hula ostatecznie skończył na 5 pozycji. Rekompensatą były brązowy medal w konkursie drużynowym. Jednak patrząc na całą karierę bielszczanin nigdy niczym szczególnym się nie wyróżnił.

Oprócz wspominanego medalu olimpijskiego, ma tylko brązowy medal z konkursu drużynowego na Mistrzostwach Świata w Lotach również z 2018 roku. To zawodnik, któremu dzięki Adamowi Małyszowi przylgnęła łatka takiego „Stefanka”, którego zawsze stać na to, aby zgarnąć kilka punktów w pojedynczym konkursie, uplasować się w drugiej lub trzeciej „10”, i którym zawsze można załatać skład do konkursu drużynowego, bowiem nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Ów sezon olimpijski był wyjątkowo dobry, niestety po nim reprezentant Polski dosłownie męczył się skokami. Ostatni rok Hula kończył w Pucharze Kontynentalnym, bowiem jego forma nie uprawniała do go startów w PŚ. Dlatego znów przez wielu został skreślony, ale w trakcie letnich przygotowań miało dojść do przełomu, który może pozwolić na kolejne niespodzianki ze strony 33-letniego zawodnika.

DZISIAJ GRZEJE:

  1. Władze Wuhan biją na alarm. Sytuacja z początku pandemii się powtarza
  2. Nie żyje polski mistrz świata. Był absolutną legendą swojej dyscypliny
  3. Będą zmiany na liście czerwonych i żółtych stref. Rzecznik MZ wyjawił prawdę

Pierwsze oznaki dobrej dyspozycji Stefana Huli

Już w trakcie konkursów Letniego Grand Prix w Wiśle można było dostrzec dużą poprawę w próbach Stefana Huli, który w pierwszym konkursie uplasował się na 6 pozycji, choć dzień później było nieco gorzej, bowiem skończyło się na 19 miejscu. Jednak postawę 33-latka należy uznać za spory sukces, biorąc pod uwagę to, że w ostatnich dwóch sezonach Polak miał problemy z regularnym zdobywaniem punktów. Sam zainteresowany podkreślił, że to jeszcze nie czas na szumne zapowiedzi, a najważniejszy jest fakt, iż wróciła u niego radość ze skakania.

- Nie chcę na razie mówić o tym, że to może być kolejne nowe rozdanie w mojej karierze, bo do zimy jest jeszcze daleko. Najważniejsze jest jednak to, że skoki znowu mnie cieszą. Wróciła przyjemność z tego, co robię. Przestałem się męczyć na skoczni. To było frustrujące. Ciągle chodziłem ze spuszczoną głową. Teraz noszę ją wyżej, bo pojawił się optymizm. Znowu czuję radość z dobrych skoków, a tych jest coraz więcej. I to jest fajne – mówił dla Onetu Sport doświadczony zawodnik.

Spotkanie ostatniej szansy na linii Barcelona-Messi zakończone. Wiemy, czy obie strony się dogadałySpotkanie ostatniej szansy na linii Barcelona-Messi zakończone. Wiemy, czy obie strony się dogadałyCzytaj dalej

Wątpił w swoją pracę. Zmiana sprzętu okazała się kluczem do sukcesu

Jak wyjawił Stefan Hula, jego słaba dyspozycja w dużej mierze była spowodwana źle dobranym sprzętem. Polak miał duży kryzys i powątpiewał w to, co robi.

- Wątpiłem w to, co robię. Wszystko dlatego, że nie wiedziałem, co jest grane. Pomogło jednak kilka rzeczy. I znowu cieszy mnie ta robota - przyznał nasz kadrowicz.

Problem sprawiały głównie narty. Kiedy firma Sport2000 wycofała się z rynku, Hula wybrał sprzęt Fischera. Jednak tego lata postanowił zamienić deski na te z logiem Fluege.de, co miało znacząco poprawić jego komfort na skoczni.

- Bardzo pomogła mi zmiana sprzętu. Skaczę teraz na innych nartach. Dają mi one lepsze odczucia w powietrzu, a to buduje pewność siebie. Dzięki temu łatwiej jest budować dobrą dyspozycję - zdradził brązowy medalista olimpijski w drużynie.

Poza zmianą nart, Stena Hula dokonał również pewnych korekt w swojej technice najazdowej. 33-latek w nieco inny sposób dojeżdża do progu, co pozwala mu na lepszą stabilność oraz lepsze ułożenie się w locie.

- Najważniejsze jest to, żeby w rywalizacji mnie nie spinało, żebym nie chciał zrobić więcej niż mogę. I to się udało w Letnim Grand Prix w Wiśle. Zrobiłem na pewno kolejny krok w dobrą stronę. Wiem, że stać mnie na jeszcze lepsze skoki, bo pokazują to treningi – zakończył w Onecie polski skoczek.

Źródło: Onet Sport

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Gdzie na grzyby? Wielu miejsc trzeba unikać, żeby nie musieć płacić srogiej kary
  2. Polacy wezmą udział w kolonizacji Księżyca. Europejska Agencja Kosmiczna jest zachwycona
  3. Justyna Żyła pokazała, jak spędza czas z dziećmi. Co na to Piotr? (FOTO)
  4. Nie żyje polski mistrz świata. Był absolutną legendą swojej dyscypliny
  5. Arkadiusz Milik przyjechał na zgrupowanie luksusowym autem. Ten potwór waży 2,5 tony, cena zwala z nóg
  6. Jeremy Clarkson, legendarny prowadzący Top Gear, pobity i oblany moczem w trakcie wakacji

Test i recenzja laptopa ASUS Zephyrus G14

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj zestadionu.pl na: Google News